Świeczki (Zmierzch)
Weszłam do łazienki.Odetchnęłam. Nareszcie chwilka spokoju, pomyślałam. Drugi wdech... i zaczęłam wieczorne mycie. Po prysznicem zaczęłam się powoli myć. Po dniu pełnym wrażeń w końcu poczułam się zrelaksowana i odprężona. Zapach mojego szamponu wypełnił całą łazienkę. ten właśnie zapach podobał mi się bardzo, ale nie bardziej niż zapach Edwarda. Nie wiedzieć czemu potem przez cały czas zaczęłam o nim myśleć. Pobieżnie wytarłam się ręcznikiem i założyłam piżamę. Wyszczotkowałam zęby i zabrałam się do suszenie włosów. Tej czynności nienawidziłam od zawsze. Mokre włosy posklejały się w pojedyncze strąki, z których ściekała woda. Brr... Czym prędzej wyjęłam z szafki suszarkę i ją włączyłam. Ogarnęło mnie ciepłe powietrze, którym rozkoszowałam się przez chwilę. W lesie, jak to przystało na marzec, było jeszcze zimno. Staliśmy tam przez dobra półtorej godziny, nie ruszając się. Ja, jak to ja, oczywiście przemarzłam do szpiku kości. Upajałam się gorącymi podmuchami powietrza, świadoma, że wciąż potrząsają mną dreszcze. Wiedziałam, ze z kosmyków woda cieknie już na całego, dlatego skierowałam podmuchy na moją głowę. Po kilku minutach ( które minęły zaskakująco szybko) zbierałam już porozrzucane po podłodze ubrania. Zeszłam jeszcze na dól pożegnać się z Charliem. Weszłam po schodach na górę z powrotem i rzuciłam się do klamki. Byłam bardzo zmęczona i chciałam jak najszybciej położyć się spać. Nie wiem czego się spodziewałam, ale na pewno nie tego, gdy otwierałam drzwi. Na moim łóżku leżała nie kto inny, tylko mój ukochany Edward.
- Oh! - wyrwało mi się. Poczułam się dziwnie. Już ile razy Edward odwiedzał mnie i stawał się moim nocnym gościem, ja nie mogłam do tego przywyknąć. Rzuciłam ubrania na fotel, a kosmetyczkę ostawiłam na biurku i usiadłam obok niego. Natychmiast pokrzyżował moje plany. Przyciągnął mnie do siebie i spojrzał w oczy.
- Nie potrafiłem się powstrzymać. Musiałem cię odwiedzić. - zaczął się tłumaczyć. Tego właśnie nie lubiłam, gdy ktoś się tłumaczył, rozżalał albo coś podobnego.
- Cii... - położyłam palec na jego zimnych ustach. - Przejdźmy do przyjemniejszych rzeczy, dobrze?
W pokoju panował półmrok, ponieważ na biurku paliły się jeszcze trzy świeczuszki, które dostałam w prezencie od Renee dawno temu.
- Skoro chcesz.- przytaknął. Zdziwiłam się, bo rzadko ustępował. Podniósł się i jednym wydechem zgasił świeczki. Ogień przechylił się na prawo, lewo, znów na prawo i powoli zmniejszając się, zgasł ukazując na sekundę samo niebieskie światło. Zapadła ciemność. Wpatrywałam się w nią jeszcze przez chwilę, nim poczułam na szyi oddech Edwarda.
- Mmmm...- rozkoszował się moim zapachem.jego oddech był wyrównany, jak zawsze, a mój nierówny, przyspieszony, też jak zawsze. Zawsze nad tym ubolewałam. Nie potrafiłam zachować ,,zimnej krwi" w różnych sytuacjach. - Pachniesz tak ponętnie. To mówiąc przysunął się do mnie jeszcze bliżej i zaczął delikatnie muskać mój obojczyk, tors, potem szyję, a w końcu jego wargi zatrzymały się na moich ustach i złożyły gorący pocałunek. Byłam zaskoczona, bo wiedziałam, że mocno przekraczamy granice. Edward objął mnie i przeniósł z łóżka na siebie, tak, że teraz leżałam na nim. Stawał się coraz bardziej czuły. Całował mnie namiętniej, a ja czułam się lepiej niż kiedykolwiek. Jego zapach, intensywniejszy niż zawsze pieścił moje nozdrza. Odczuwałam lekkie zawroty głowy. Przysunęłam moje dłonie i wsunęłam je w jego włosy. Nagle zamarzliśmy. Po schodach wchodził Charlie, żeby sprawdzić, czy na pewno śpię.
Co o tym sądzicie? Napiszcie komentarz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz