poniedziałek, 31 października 2011

Poprawy

- O nie! – jęknęłam, kiedy spojrzałam na swoją napisaną klasówkę. – Kolejna dwója?
Nie wierzyłam własnych oczom. Przecież tyle się do cholery uczyłam! Co się działo, że w ostatnich tygodniach nałapałam takie okropne oceny?! Zerknęłam w bok. Na teście Jake’a była napisana satysfakcjonująca czwórka z plusem. Zakuwaliśmy razem do tej chemii. Wzory, przemiany i obserwacje z doświadczeń. Dlaczego miał lepsze oceny? Z wszystkich przedmiotów. Niedawno język polski – ja ledwo co mierną trójczynę a Jake jako jedyny w klasie otrzymał piątkę. Fizyka, biologia, fizyka – w mojej rubryce widniały 2,3 rzadko może 4. Nie wiedziałam już jak się uczyć, żeby zdać. Z zastanowienia wyrwał mnie Jacob.
- Spokojnie, poprawisz tą ocenę. Zapytam się nauczycielki. 
Spojrzałam na niego. Nie ukrywał swojej radości i dumy. Uśmiechał się szeroko. Nie miałam mu za złe, że dobrze się uczy, ale mógłby się trochę pohamować. Drrr… Dzwonek na przerwę. Wstałam i zebrałam z ławki książki. Zarzuciłam na ramię plecak i wyszłam z klasy nie mówiąc nawet ,,do widzenia’’. Miałam dostać uwagę, naganę? Było mi to wszystko jedno. Zupełnie obojętne.
Ze złością zerwałam kurtkę z wieszaka w szatni i ruszyłam do domu, nawet nie zmieniając butów. Jake dogonił mnie kiedy szłam ulicą. Może wcześniej. Nie zwróciłam na to uwagi. W milczeniu dotarliśmy do domu i  zabrałam się do obiadu.
Godzinę potem siedzieliśmy już nad lekcjami. Odrobiliśmy matematykę i geografie, po czym dotarliśmy do chemii. Zmarkotniałam. Nie miałam ochoty znów powtarzać dawno przerobionego materiału, żeby napisać poprawę. Za to Jacob zaczął z entuzjazmem wyliczać działy podręcznika do wykucia. Wyłapywałam pojedyncze zdania.
- …  potem budowa atomów … na krystalizację potrzebne są dwa dni co najmniej … na koniec reakcje chemiczne. Co się tyczy poprawy to będziesz ją miała …
Nie pozwoliłam mu już skończyć.
- Nie, Jake. Mam tego dosyć!- powiedziałam na tyle głośno, że spojrzał na mnie zdziwiony. – Nie chcę żadnej poprawy. Uczę się, zarywam noce, kuję wszytko co się da a na sprawdzianie i tak są słabe oceny.  Nigdy nie byłeś orłem, a teraz możesz konkurować z nauczycielem. Wychodzę. Potrzebuję trochę czasu. Cześć.
Zabrałam bluzę i zeszłam na dół. Nie chciałam już się uczyć. Przynajmniej nie teraz. Nie na kolejny głupi test. I tak to nic by nie dało. Właśnie otwierałam drzwi. Sądziłam, że Jacob zdąży już mnie dogonić, ale nic takiego się nie wydarzyło. Poczułam dziwne rozczarowanie. Sądziłam, że spróbuje chociaż zatrzymać, powstrzymać. Nic z tych rzeczy. Trudno, pomyślałam i z hukiem zamknęłam drzwi. Na zewnątrz nieprzyjemnie wiało. Ale byle wiatr nie był w stanie sprawić, żebym znów wróciła do domu. Zamaszystym krokiem ruszyłam przed siebie. 
Uhh. Znowu przepraszam, że tak długo nie pisałam. ;/ Lekcje, lekcje, lekcje. W sumie to tylko tym teraz żyję.  Ale tu zawsze znajduję pocieszenie - Wasze komentarze. Dzięki! ;**

niedziela, 23 października 2011

Razem cz2

 Do plaży było zaskakująco blisko. Stąpaliśmy już po pisaku. Spojrzałam przed siebie. I zobaczyłam dokładnie to, co chciałam. Stali na skałach, a Jacob trzymał swoją rękę na jej ramieniu, a drugą coś tam robił. Nie wiedziałam co dokładniej, bo Edward tulił mnie do siebie. Powoli się do nich zbliżaliśmy. Jeszcze kilkanaście kroków. …
Jacob powoli się odwrócił. Nasze spojrzenia się spotkały, ale jego nic mi nie mówiło.  
- Cześć. Dzięki, że przyszliście. – uśmiechnął się. Spróbowałam go odwzajemnić, ale chyba nie wyszło. Spojrzałam na Mitchell. Stała odwrócona. Po chwili drgnęła i obróciła się przodem do nas. W mojej głowie zapadła głusza cisza , a ja poczułam się dobrze. Dobrze? To nie było takie straszne, jak się spodziewałam, choć rzeczywiście była bardzo ładna. Ta ciemna karnacja, włosy, i ten uśmiech…
- Hej Bella. Cześć Edward. – uśmiechnęła się szeroko. – Miło was poznać.
- Hej. Nam też miło. – całkiem, całkiem. Nie żebym za takim czymś przepadała, ale znośnie. Ciszę rozdarło wilcze wycie.
- Eeee. – zaczął Jacob. – To trochę niezręczne, ale właśnie Sam nas woła. Musimy coś razem uzgodnić. – popatrzył na Edwarda. – W sprawie bitwy. Przydasz się.
Zaczęłam się trząść w myślach. Miałam sama zostać z Mitchell? Na to chyba nie byłam jeszcze gotowa. Sam na sam? Spojrzałam na Edzia z nadzieją. Chyba zrozumiał o co mi chodzi. – Idziemy, za niedługo wrócimy. Lepiej się poznacie, co?
Oj, coś chyba mnie jednak nie zrozumiał. Cholera!
- No pewnie! Fajnie, że się tak złożyło. Chodź Bello do domu lepiej się poznamy. – Mitchell chyba bardzo na tym zależało.
Uśmiechnęła się do nas promiennie.
- To świetnie. – stwierdził Jacob, chwytając do i jednocześnie do siebie przyciągając. Pocałowali się. Długo… Edward też poszedł w jego ślady. Ale zrobiliśmy to szybko, szybciej niż oni. Jeszcze zdążyłam na nich spojrzeć. Na sekundkę. W końcu się od niej odkleił i razem pobiegli do lasu.
- Chodźmy do domu.
- Dobry pomysł. – mruknęłam. I tak zrobiłyśmy. 
Bardzo Was wszystkich przepraszam, że musieliście tyle czekać. 
Lekcji mam strasznie dużo, może będą jakiś błędy, też sorki za nie. Postaram się w tym tygodniu trochę lepiej zadbać o bloga. ;*

niedziela, 16 października 2011

Razem cz1.

Heej. Sorki, że tak długo nie pisałam, ale dopiero teraz przepisałam na kompa i już dodaję. :) Druga część też trochę się przedłuży w czasie. Zobaczymy. A teraz czytajcie!
- Bello, mam pewną propozycję. – zaczął Edward niepewnie. Siedzieliśmy na moim łóżku naprzeciwko siebie. Zbliżał się weekend. Nie mieliśmy żadnych planów, więc zapewne stąd ta propozycja. Wyuczyłam, że coś jednak mnie w niej zaskoczy, bo Edzio zawsze otwarcie coś proponował. Łypnęłam na niego groźnie. Niestety, nic takiego efektu się spodziewałam. Uśmiechnął się łobuzersko.
- Gadałem z Jacobem. Ponieważ chyba już się na niego nie gniewasz albo nie czujesz żalu, pomyślałem, że to całkiem dobry pomysł. – zatrzymał się na chwilę i popatrzył. Jego oczy miały złoty odcień. Był najedzony. Westchnęłam.
- I co w związku z tym? Jaka to propozycja? – zapytałam. To, że tak delikatnie podchodził do tej całej ,,propozycji” na pewno miało drugie dno. Ciekawa byłam jakie.
- Jake z Mitchell zapraszają nas do La Push. Jutro. Chciała by cię poznać.
Hmmm… Nie byłam do tego pomysłu przekonana. Jak by nasze spotkanie przebiegło? Obawiałam się trochę tej całej Mitchell. Nie widziałam jej nigdy. A jeśli była taka piękna, że serce pękłoby mi z żalu, że i ja tak nie mogę wyglądać? Jeśli to przez nią Jacob już na zawsze miałby o mnie zapomnieć? Mógł sobie nas porównywać  i stwierdzić, że to wpojenie to ósmy cud świata i odtąd będzie się zajmował tylko nią? Naprawdę się jej bałam.
- No zgódź się. Będzie fajnie. W końcu ją poznasz. Może będzie brzydka. – zaśmiał się z własnego dowcipu. Skąd wiedział co mnie trapi? Może tylko udawał, że nie czytał mi w myślach. Często wiedział o co mi tak naprawdę chodzi. Może to tylko wampirza intuicja? Tylko albo .. aż?
- Bello! – Edward się zniecierpliwił. Za długo milczałam. Zaczynałam go chyba niepokoić. – Pójdziemy do nich choćby nie wiem co. Gdybyśmy odmówili byłoby to niegrzeczne. Nawet bardzo. Będę przy tobie, nie zapominaj. Nie będzie tak źle. Sama zobaczysz.
A potem zbliżył się do mnie i położyliśmy się na łóżku. Przymknęłam oczy.
A gdy je otworzyłam był już poranek.
- Oh! – krzyknęłam i usiadłam gwałtownie na łóżku. Edward spojrzał na mnie zdziwiony.
- Która godzina? – zapytałam schodząc z łóżka.
- Dopiero ósma trzydzieści. Zwykle w weekendy śpisz znacznie dłużej. Spałaś bardzo niespokojnie. Czyżbyś się denerwowała?
- Nie, raczej nie. – zaoponowałam. Szczerze to tak, bardzo się denerwowałam. Wszystko nie miało teraz większego znaczenia. Byłam bardzo otumaniona. Czas szybko mijał. I mijał. Nieustannie. Bardzo szybko. Ocknęłam się z zadumy, wyjechaliśmy już z Forks. Za parę minut będzie w La Push.
Obok Jacoba i jego wpojenia. Uhh… Jeszcze tylko kilka minut. I się zacznie. Zmrużyłam oczy przerażona.
- Bello? Jeśli jednak nie chcesz, możemy wrócić do domu. Ale sprawimy przykrość Jacobowi i jego dziewczynie. – dodał po chwili. Z pewnością wolał, żebyśmy pojechali. Od kiedy tak bardzo lubił Jake’a?-
Zastanowiłam się przez chwilę. Znałam już odpowiedź, ale uznałam, że potrzymam Edzia w niepewności. Przyda mu się, skoro sam mnie tu zaciągnął.
- Dobrze, chodźmy. Jacob pewnie i tak już słyszy, że dojeżdżamy. Chcę mieć to jak najszybciej  z głowy. Dwie godziny, trzy i koniec.
Na powrót będę żywą Bellą. Wysiadłam z auta i ruszyłam w stronę domu. Edwar złapał mnie w pasie i przytrzymał.
- A dokąd to? – zapytał. Teatralnie wciągnął powietrze. – Są na plaży i czekają na nas. Mitchell się trochę denerwuje. – pewnie usłyszał jeszcze coś, ale nie chciał mi tego wyjawić.  – Jacob się zastanawia, co powiesz o jego wpojeniu.
I zapadła cisza.( bo nie potrafiłam napisać, że zamilkli. No właśnie jak to będzie? I zamilknęliśmy?  Podkreśla na czerwono…. )

środa, 12 października 2011

Nigdy bym na to nie wpadła cz. 2

Ostatnie część. Trochę głupie, ale to kluczowe opowiadanie do następnych o Mitchell. Nadal nie wiem jak Wam się ona podoba. ;P Czytać i komentować! Zwłaszcza bella.xd

Zatkało mnie. Sądziłam, że wyśmieje moje pytanie. Czyli wierzył, że one istnieją. - Tak się właśnie składa, że Kathy te nim była. – jeśli Sobie nie żartował, nareszcie znalazłam kogoś, komu mogłabym opowiedzieć o wszystkim. Naprawdę o wszystkim. Mało ludzi ma taką możliwość. Spojrzał na mnie badawczo.
- Michele, w tym nie ma nic dziwnego. – zaczął. Chyba odniósł wrażenie, że uważam, że to okropne dziwactwo.
- Nie, ja tak wcale nie sądzę. Właśnie wilkołaki są lepszymi słuchaczami. No wiesz, potrafią tak fajnie trafić do tego z kim rozmawiają. I mają wysoką temperaturę ciała. 42 stopnie.
- Tak, to prawda. Tutaj w La Push też mamy kilku.
- O mój Boż!!! To super sprawa. Znam może ich? – Jake pokiwał głową, że jednak nie. – To nic nie szkodzi. Zapoznasz mnie z nimi? To takie fajne mieć kumpla wilkołaka!
Chyba pomyślał, że coś ze mną nie tak skoro lubię przebywać z wilkołakami. Ale było mi wszystko jedno. Znalazłam to, czego szukałam.
- Tak, możemy do nich kiedyś pójść. Ale mam jeszcze pytanie: wiesz może co to wpojenie? – znałam bardzo dobrze. Kathy takie coś się przytrafiło. Kompletnie od tego powariowała.
-To taka wilka miłość. Do końca życia.
Jake uśmiechnął się. Chyba dobrze odpowiedziałam.
- Tak. – wziął głęboki oddech. – A ty jesteś obiektem mojego wpojenia. Kocham cię i zawsze już tak będzie.
To mówiąc objął mnie i przytulił. Poczułam, że do oczu napływają mi łzy. Zaczęłam głośno chlipać.
- Heej, co się dzieje? Czemu płaczesz? – był zszokowany. Co mu miałam powiedzieć? Zdecydowałam, że jednak prawdę.
- Sama nie wiem. Tak mi się jakoś zrobiło dziwnie. Bo czuję się tu taka zagubiona. – przyznałam. Tak naprawdę o to właśnie chodziło.
Ruszyliśmy w kierunku skał. Kiedy tam już dotarliśmy, prawie się uspokoiłam. Jake posadził mnie na swoich kolanach.
- Zobaczysz, będzie dobrze. Oswoisz się. Poznasz koleżanki .Jutro możemy pójść do Emily, narzeczonej Sama. Co ty na to?
Pokiwałam głową. Wyjątkowo często to dziś robiłam. Jacob wziął ode mnie torebkę i wyjął z niej chusteczki. Zaczął ususzać mi oczy.
- Nie płacz. Spodoba ci się tutaj. Kontakty z mamą też się polepszą. Na początku jest zawsze źle. – pocieszał mnie jak mógł. Dzięki temu zrobiło mi się lepiej. – I poza tym, już zawsze będę z tobą. Już się mnie nie pozbędziesz.
Uśmiechnęłam się. Poczułam, że na nogi spadają mi kropelki deszczu. Przeliczyłam się z pogodą. Zaczęło padać.
- Chodźmy pod jakiś dach? Może chcesz wracać do domu?
- Nie, skąd. Miałeś mi pokazać miasto. No to zbierajmy się.
Nie chciałam zostać sama. Tak mi było przyjemnie przy Jacobie. Wstałam i poszliśmy do domu.
- Wiesz, sorki za ten głupi wybuch płaczu. Po prostu.. no wiesz, tak mi się zebrało na płacz.
- Nie ma sprawy. Nic się nie stało. Nie ma o czym mówić. – zapewniał mnie, ale i tak czułam się niezręcznie. Jake chyba to zauważył, bo przeszedł do innej metody pocieszania. – Po to tu jestem, nie? Żebyś mogła ze mną porozmawiać o wszystkim.
Ojoj. Oczy znów mi zwilgotniały.
- Ejj, nie płacz. Nie ma o co. Wstąpimy do domu, dam ci coś suchego do przebrania. Będzie dobrze. Choć szybciej, bo koszulę już masz całą morką.
To mówiąc ruszyliśmy przed siebie.