środa, 5 października 2011

Wpojenie

Długo oczekiwane opowiadanie. Przepraszam, że wczoraj nie dodałam, ale lekcje, pierwszy angielski. Sami rozumiecie. Dzięki serdeczne za wszystkie komentarze. Kooocham Was! ;**
-  Bella! – krzyknął Jacob. Uśmiechnęłam się. No tak. Jak zwykle wydał mi się wyższy. Dobiegł do mnie w trzech susach. Jego oczy nie pasowały jednak do reszty ciała. Wydawał się szczęśliwy, ale w oczach krył się smutek. – dobrze, że przyjęłaś przeprosiny. Chodź, musimy się przejść…
- Coś nie tak? – zapytałam. Uhh.. znowu cos się święci. Jaki to poważny temat? Mam dość ,,poważnych tematów”. Są z nimi zawsze kłopoty.
- Bells, tak mało czasu nam się zostało. Nie zmieniliście terminu?- chodziło mu o moją przemianę.
- Tak. Za kilkanaście dni. – starałam się jak mogłam, żebym brzmiała spokojnie. Jake denerwował się, bo oddychał przez usta i zacisnął powieki.
- Pamiętasz o wpojeniu? – wykrztusił przez zaciśnięte usta.
- Pewnie. To taka silna miłość. Silniejsza o wszystkiego. – odpowiadałam jak grzeczna uczennica na lekcji, kiedy nauczyciel ją zapytał a ona znała doskonale odpowiedź.
- Tak. Mamy Sama, Jareda, Embry’ego. Ze swoimi wpojeniami. Grono zakochanych się powiększyło. Jest nowy.
Mówił tak spokojnie. Ale jakby z rozczarowaniem. Nie przypuszczałam, że to co usłyszę złamie mi serce. ,,Ktoś tam jeszcze trafił…”
- Boż, to chyba świetnie, nie? Paul, Quil czy Seth?I kto jest tą ukochaną?
Jacob patrzył na ziemię. Uporczywie i nieustannie. Utkwił wzrok w kamyczkach leżących na ziemi i milczał. Dlaczego nie chciał odpowiedzieć? Przecież dopiero sam poruszył ten temat. Dlaczego? Nagle nasze oczy się spotkały, a potem jego brwi uniosły się lekko. Zaraz potem opadły.
- To … ty? – wykrztusiłam. Byłam zszokowana. Po wszystkich narzekaniach, że jego nie to nie trafi, nagle Jake sam się poddał. Bez walki. Bez żadnego słowa protestu.
- Tak, to ja. Zdziwiona? – spytał. Teraz jego mina podpowiadała, że był bardzo rozgoryczony.
- No jasne! Przecież ja … my … ty mówiłeś… – brakowało mi słów. W pierwszej chwili cieszyłam się, że Jacob kogoś znalazł. Nie będzie taki samotny.  Miałam jeszcze tylko jedno rzeczowe pytanie. – Kto to?
W pierwszej chwil cieszyłam się ogromnie, że Jacob kogoś znalazł. Nie będzie taki samotny. Niedługo i tak miałam wyjechać i go zostawić. Ale zaraz potem moją radość zastąpiła jakby … zazdrość. Przed oczami stanęła mi wizja. Jacob z jego dziewczyną, weseli, na plaży, obejmujących się razem… Nie wiedząc czemu przy zachodzie słońca. Taak, w sam środek serca ukłuła mnie zazdrość. Czyli Jake już zapomniał o wszystkim co nas łączyło. Zapomniał, że kiedyś był zakochany w Belli. Wolał nową, lepszą, wolną, bez chłopaka-wampira. Poczułam cos jeszcze. Żal. Zawód. Ehh. Posmutniałam.
Miałam Edwarda, ale zaczęło mi już teraz brakować Jacoba. Oczy nagle zapiekły a łzy zaczęły się do nich cisnąć. Zamrugałam parę razy. Niespodziewanie Jacob zabrał głos.
- Mitchell. – o czym to ja mówiłam? Nie pamiętałam nawet o co pytałam. Ah! No tak, kto to jest. – Poznaliśmy się tydzień temu. Byłem wtedy w lesie razem z pozostałymi z watahy. Jej rodzice też się rozwiedli i teraz mieszka z mamą. Obserwowali ją od dłuższego czasu, ale byłem z nimi pierwszy raz od dłuższego czasu. Kiedy ją zobaczyłem ogarnęło mnie takie uczucie…- rozmarzył się na moment. Po chwili znów wrócił do rzeczywistości. – Nie da się tego opisać. Mniejsza o to. A co ty o tym sądzisz?- zapytał.
- Hmmm. – westchnęłam. Potrzebowałam chwili, żeby się uspokoić. – Sama nie wiem. Cieszę się, że będzie szczęśliwy.
Chciałam powiedzieć coś jeszcze, ale nie zdobyłam się na odwagę. Czułam już od paru minut, że zaraz się rozpłaczę. Do tego potrzebowałam być koniecznie sama. Straciłam Jacoba. Byłam tego pewna. Straciłam. Czy prędzej wsiadłam do furgonetki, by pojechać do domu i wypłakać się Edwardowi.  

1 komentarz: