środa, 12 października 2011

Nigdy bym na to nie wpadła cz. 2

Ostatnie część. Trochę głupie, ale to kluczowe opowiadanie do następnych o Mitchell. Nadal nie wiem jak Wam się ona podoba. ;P Czytać i komentować! Zwłaszcza bella.xd

Zatkało mnie. Sądziłam, że wyśmieje moje pytanie. Czyli wierzył, że one istnieją. - Tak się właśnie składa, że Kathy te nim była. – jeśli Sobie nie żartował, nareszcie znalazłam kogoś, komu mogłabym opowiedzieć o wszystkim. Naprawdę o wszystkim. Mało ludzi ma taką możliwość. Spojrzał na mnie badawczo.
- Michele, w tym nie ma nic dziwnego. – zaczął. Chyba odniósł wrażenie, że uważam, że to okropne dziwactwo.
- Nie, ja tak wcale nie sądzę. Właśnie wilkołaki są lepszymi słuchaczami. No wiesz, potrafią tak fajnie trafić do tego z kim rozmawiają. I mają wysoką temperaturę ciała. 42 stopnie.
- Tak, to prawda. Tutaj w La Push też mamy kilku.
- O mój Boż!!! To super sprawa. Znam może ich? – Jake pokiwał głową, że jednak nie. – To nic nie szkodzi. Zapoznasz mnie z nimi? To takie fajne mieć kumpla wilkołaka!
Chyba pomyślał, że coś ze mną nie tak skoro lubię przebywać z wilkołakami. Ale było mi wszystko jedno. Znalazłam to, czego szukałam.
- Tak, możemy do nich kiedyś pójść. Ale mam jeszcze pytanie: wiesz może co to wpojenie? – znałam bardzo dobrze. Kathy takie coś się przytrafiło. Kompletnie od tego powariowała.
-To taka wilka miłość. Do końca życia.
Jake uśmiechnął się. Chyba dobrze odpowiedziałam.
- Tak. – wziął głęboki oddech. – A ty jesteś obiektem mojego wpojenia. Kocham cię i zawsze już tak będzie.
To mówiąc objął mnie i przytulił. Poczułam, że do oczu napływają mi łzy. Zaczęłam głośno chlipać.
- Heej, co się dzieje? Czemu płaczesz? – był zszokowany. Co mu miałam powiedzieć? Zdecydowałam, że jednak prawdę.
- Sama nie wiem. Tak mi się jakoś zrobiło dziwnie. Bo czuję się tu taka zagubiona. – przyznałam. Tak naprawdę o to właśnie chodziło.
Ruszyliśmy w kierunku skał. Kiedy tam już dotarliśmy, prawie się uspokoiłam. Jake posadził mnie na swoich kolanach.
- Zobaczysz, będzie dobrze. Oswoisz się. Poznasz koleżanki .Jutro możemy pójść do Emily, narzeczonej Sama. Co ty na to?
Pokiwałam głową. Wyjątkowo często to dziś robiłam. Jacob wziął ode mnie torebkę i wyjął z niej chusteczki. Zaczął ususzać mi oczy.
- Nie płacz. Spodoba ci się tutaj. Kontakty z mamą też się polepszą. Na początku jest zawsze źle. – pocieszał mnie jak mógł. Dzięki temu zrobiło mi się lepiej. – I poza tym, już zawsze będę z tobą. Już się mnie nie pozbędziesz.
Uśmiechnęłam się. Poczułam, że na nogi spadają mi kropelki deszczu. Przeliczyłam się z pogodą. Zaczęło padać.
- Chodźmy pod jakiś dach? Może chcesz wracać do domu?
- Nie, skąd. Miałeś mi pokazać miasto. No to zbierajmy się.
Nie chciałam zostać sama. Tak mi było przyjemnie przy Jacobie. Wstałam i poszliśmy do domu.
- Wiesz, sorki za ten głupi wybuch płaczu. Po prostu.. no wiesz, tak mi się zebrało na płacz.
- Nie ma sprawy. Nic się nie stało. Nie ma o czym mówić. – zapewniał mnie, ale i tak czułam się niezręcznie. Jake chyba to zauważył, bo przeszedł do innej metody pocieszania. – Po to tu jestem, nie? Żebyś mogła ze mną porozmawiać o wszystkim.
Ojoj. Oczy znów mi zwilgotniały.
- Ejj, nie płacz. Nie ma o co. Wstąpimy do domu, dam ci coś suchego do przebrania. Będzie dobrze. Choć szybciej, bo koszulę już masz całą morką.
To mówiąc ruszyliśmy przed siebie.

1 komentarz: