Drr…. Drr… Obudził mnie dzwonek do drzwi. Spojrzałam na zegar. Dopiero wpół do dziewiątej. Kto to mógł być? Drr………… Zerwałam się z łóżka.
- Mamo, otworzę!!! – krzyknęłam. Dopiero po chwili pomyślałam ,,ach, głupota”. Przecież mama była już pracy. Migiem pokonałam schody i przed kolejnym Drr, byłam już przy drzwiach. Otworzyłam je. No tak, JACOB. Ale co chciał?
- Hej. Mieliśmy się przejść na spacer. Pomyślałem, że możemy dzisiaj. Jeśli chcesz, oczywiście. – no tak. Spacer. Zapomniałam.
- Cześć Jacob. Tak, możemy się przejść. Tylko daj mi minutkę, dobrze? Muszę się ubrać i coś zjeść. To może wejdziesz?
Nie chciałam, żeby przecież stał przed drzwiami. Było w nim coś takiego, czego nie dało się opisać. Był niby zwykłym nastolatkiem, ale jego ton głogu, wygląd… Gdybym go zobaczyła na ulicy dałabym mu ze 20 lat.
- Pewnie. Mamy dużo czasu. Cały dzień. Poczekam w salonie.
- Zaraz wrócę. – rzuciłam i pobiegłam na górę. Wzięłam z szafy ciemne treginssy i z górnej półki sięgnęłam koszulę, tą od mamy. Zapowiadał się chyba ciepły dzień. Do szarej torebki wcisnęłam pośpiesznie komórkę, 10 dolców i klucze. Poszłam do łazienki się obmyć. Darowałam sobie prysznic; brałam go wczoraj na wieczór. Obyłam twarz, i z jeszcze raz weszłam do pokoju, założyć rzymianki. Uczesałam jeszcze włosy w kucyka: nie chciało mi się eksperymentować. Ostatnio zaczęły mi się kręcić końcówki. Nie byłam z tego zadowolona. Moim marzeniem było posiadanie pięknych, czarnych i przede wszystkim długich włosów. Niestety, chyba nie tak miało być.
Zbiegłam na dół. W kuchni przygotowałam sobie małą kanapkę z dżemem. Nie byłam głodna. Z talerzykiem w ręku przeszłam do salonu.
- Może się czegoś napijesz? – zapytałam.
- Nie, dziękuję. Nie jestem głodny. – tak jak ja, pomyślałam. Jacob wpatrzony był w okno. Nad czymś intensywnie myślał, to odczytałam z wyrazu jego twarzy . Ale o czym to wiedział tylko on. Westchnęłam tylko.
Mijały minuty...
I kolejne...
...
Naprawdę długo milczeliśmy. To było trochę niezręczne.
- Twoja mama jest w pracy? – było to raczej potwierdzenie niż pytanie. Kończyłam już kanapkę. Pokiwałam głową.
- Przedtem mieszkałaś z tatą? – zapytał. Jak dobrze wyczuł, o czym chciałam z nim porozmawiać. Z kimkolwiek.
Opowiedziałam mu o tacie, jego pracy, domu, szkole, mieście, w którym mieszkałam i o mamie, o wszystkich wrażeniach jakie tu odniosłam. Kiedy moja opowieść dobiegła końca spacerowaliśmy wzdłuż plaży.
- Czyli jak mieszkałaś w Houston bardzo ci się podobało?-
- Tak, mieszkanie z tatą było przyjemne. Wiesz, mało dzieci po rozwodzie chce mieszkać właśnie z tatą. Większość preferuje matki. A ja wolałam od zawsze tatę. To bardzo samolubne. – przyznałam. Kiedy ona pracowała razem się bawiliśmy i takie tam. Nie za bardzo lubię mówić o moich rodzicach.
Tak, nie za bardzo lubiłam o nich mówić. Zwłaszcza jak musiałam powiedzieć prawdę.
- Jak sobie życzysz, koniec tematu.- podsumował. Spojrzałam w dół. Nagle dotarło do mnie, że spacerujemy bardzo blisko siebie. Nasze ręce dyndały sobie też dosyć blisko. Mijały sekundy… Kolejne… Klap! Zderzyły.
- Ups… Sorki. – powiedzieliśmy prawie jednocześnie. I wybuchnęliśmy śmiechem. Też prawie jednocześnie. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że jego dłoń była bardzo ciepła. Prawie parzyła. Jak … jak u wilkołaków. Zamarłam w duchu. Nie wiedzieć czemu, ale zaczęłam ten wątek.
- Jacob, chciałabym cię o co zapytać. Tylko nie weź mnie za jakąś wariatkę albo kogoś, dobrze?
- Jasne. Wal śmiało.
Odchrząknęłam.
- W szkole miałam przyjaciółkę.
- Domyślam się. – wszedł mi w słowo. Dałam mu sójkę w bok i ponownie podjęłam wątek.
- Nie przerywaj. – odgarnęłam włosy na bok. – Uwielbiałyśmy straszne historie. No wiesz duchy, wampiry, demony i takie tam. Słyszałeś o wilkołakach?
Jake jakby trochę się wystraszył.
- Tak, obiło mi się o uszy. – jednak jego głos wskazywał na to, że wcale nie był zdenerwowany.
- A co ty na to, jakbym ci powiedziała, że tak przyjaciółka była wilkołakiem?
- Hm… nie robisz sobie ze mnie żartów? – zapytał podejrzliwie.
- Co ty! Absolutnie nie.
- Więc ja bym na to odpowiedział: dobrze wierzę ci. Wierzę także, że wilkołaki istnieją.
Uwielbiam Zmierzch. <3
OdpowiedzUsuńObserwuje i liczę na rewanż. ;)
czaad :D . jest parę błędów, ale ... i tak nie mogę żyć bez tych opowiadanek . . . xdd . są jak narkotyk - moja własna odmiana heroiny :PP ..
OdpowiedzUsuń