niedziela, 20 listopada 2011

Poprawy cz.2

Kilkanaście minut potem byłam już w parku. Tak to się przynajmniej nazywało, ale wyglądem nie przypominało nawet boiska szkolnego. Dwie zniszczone ławeczki z przekleństwami obok sędziwego drzewa. Na dodatek jeszcze podniszczony chodnik, którym właśnie szłam. Mimo swojego obskurnego wyglądu to właśnie najwięcej rzeczy działo się tutaj. Miejscowi palacze i narkomani handlowali tu ,,towarem”. Wiele osób przychodziło tu z psem na spacer.  Starsze panie wracały tędy z zakupów w sklepie. Jednak większość stanowiła grupa pierwsza. Byli tu zawsze, wszędzie, o każdej porze dnia i nocy. Dawniej patrzyłam na nich pobłażliwie. Nie mieli pojęcia o tym, że marnują sobie życie. Na własne życzenie. Ale teraz poczułam, że zrozumieliby mnie lepiej niż ktokolwiek. Choćby Jake. Teraz wydawał mi się bardzo daleko. Prawie na drugim końcu świata.
- Laleczko! Chodź z nami na drinka!!!
Zerknęłam w bok. Trójka chłopaków, może dwa, trzy lata starszych krzyczało w moją stronę.
Widząc, że się waham, zaczęli się zbliżać. Kiedyś może bym się wystraszyła albo uciekła; jednak nie teraz. Sama zrobiłam krok ku nim.
- Cześć. – powiedział pierwszy. – Jestem Steve. – podał mi rękę. Uścisnęłam ją. – To moi kumple Dave i Lukas. To jak? Gotowa na alkohol z górnej półki?
- Czemu nie? Raz się żyje.
I poszliśmy. Do jakiejś kawiarenki, ale jeszcze tu nigdy nie byłam. Nawet nie widziałam, ze taka jest w La Push. Zajęliśmy jeden stolik, a Dave poszedł zamówić napoje.
- To twój pierwszy raz, prawda? – zagadnął Lukas. Spojrzałam na niego. Miał pryszcze, krosty i coś tam jeszcze na twarzy.
- Skąd wiesz, że pierwszy? – zapytałam.
- To widać na pierwszy rzut oka. Taka grzeczna dziewczynka. – dodał.
Zalała mnie potężna fala złości. Może nią byłam, ale nie wiedziałam, że to aż tak bardzo widać.
- Wcale nie. – zaprotestowałam i zamknęłam usta. Nie chciałam zacząć się przy nim wydzierać. Wolałam skupić się na uspokojeniu. Po chwili wszystko wróciło do normy.
- Gotowe. Wypij całe, tak jest najlepiej. – Dave postawił przede mną pomarańczowy napój w ogromnej szklance. Nie była za czysta. Zapachniało czystym spirytusem. Odruchowo lekko się skrzywiłam. Zapach mnie odrzucał, ale dziś postanowiłam się przełamać. Spróbować czegoś innego. Może okaże się lepsze od nudnej przyszłości, jaka mnie czekała. Miałam tylko jedno pytanie.
- A wy?
- Ostatnio mamy małe kłopoty finansowe, dlatego się ograniczamy. Ale nie bój nic, niedługo wszystko wróci do normy. Będzie git. No to dawaj. Po paru minutach odpłyniesz całkowicie.
Uśmiechnęłam się radośnie.
Tego właśnie pragnę, pomyślałam. Przysunęłam do siebie alkohol i chwyciłam słomkę w place. Po sekundzie popłynął w nich płyn a ja łykałam go łapczywie, dużymi łykami. 

I jak? Wiem,wiem trochę bez sensu.  U mnie w szkole jeszcze gorzej z lekcjami, coraz więcej. ;/ Dlatego zapominam o blogu. A tak przy okazji: byliście na ,,Przez świtem''? Ja byłam z moim światełkiem w tunelu i było świetnie! A najlepsze zakończenie: czerwone oczy! Boskie! Na pewno będę na drugiej części.