niedziela, 14 sierpnia 2011

Ogień ( Zmierzch)

Leżałam na chłodnej podłodze i wiłam się z bólu. Tak, dosłownie. Coś paliło mnie w rękę. Ból jednak rozszedł się po całym ciele i przenikał wszystko: moje kości, ścięgna, tak, nawet żyły. Tyle, że w żyłach płynęła krew i wraz z nią nie ból tylko...ogień. Temperatura mojego ciała była znośna, potem zrobiła się coraz bardziej gorętsza, aż w końcu przestała rosnąć i zatrzymała się na jakiś 40stopniach. Wszystko mnie teraz bolało, szczypało i piekło. Byłam jak tykająca bomba, która miała za kilka sekund wybuchnąć i poturbować wszystko co znajdowało się w jej pobliżu. To było jak tortury fizyczne i psychicznie też może. Chciałam ze wszelką cenę opuścić moje ciało i wstąpić w inne, byle jak najdalej od tego kłębka bólu. Moja dusza siedziała teraz w ciele i cierpiała jak ja. W gruncie rzeczy wiedziałam na wieczność już w nim pozostanę. W tak bladym jak mój ukochany Edward. Edward? No tak, na dźwięk tego imienia w mojej głowie od razu oprzytomniałam. Nagle wszystko się ułożyło. Każdy element układanki, nawet ten najmniejszy. Każdy. Przyszłam tu, aby uratować moją mamę, ale jej tu nie było. A potem pojawił się Edward i James mnie ugryzł i jego jad teraz krążył po moim ciele jak duch, demon śmierci, trapiący mnie z każdą sekundą mocniej.
- Edward! Palę się!- zawyłam. Dlaczego nic nie robili? Przecież coś powinni. Carlisle musiał wiedzieć co robić. Tak sobie rozmyślałam, cały ten czas rzucając się po podłodze. Zapadałam w odrętwienie.Na powrót wróciły moje marzenia o śmierci. Taki nieubłagany stan dla każdego przychodził w swoim czasie. A w moim przypadku to już był ten czas. Za chwilę śmierć po mnie przyjdzie, odciągając na zawsze od wszystkiego. Tak, teraz tego najbardziej pragnęłam. 
Na powrót otrzeźwiałam i
Leżałam na chłodnej podłodze i wiłam się z bólu. Tak, dosłownie. Coś paliło mnie w rękę. Ból jednak rozszedł się po całym ciele i przenikał wszystko: moje kości, ścięgna, tak, nawet żyły. Tyle, że w żyłach płynęła krew i wraz z nią nie ból tylko...ogień. Temperatura mojego ciała była znośna, potem zrobiła się coraz bardziej gorętsza, aż w końcu przestała rosnąć i zatrzymała się na jakiś 40stopniach. Wszystko mnie teraz bolało, szczypało i piekło. Byłam jak tykająca bomba, która miała za kilka sekund wybuchnąć i poturbować wszystko co znajdowało się w jej pobliżu. To było jak tortury fizyczne i psychicznie też może. Chciałam ze wszelką cenę opuścić moje ciało i wstąpić w inne, byle jak najdalej od tego kłębka bólu. Moja dusza siedziała teraz w ciele i cierpiała jak ja. W gruncie rzeczy wiedziałam na wieczność już w nim pozostanę. W tak bladym jak mój ukochany Edward. Edward? No tak, na dźwięk tego imienia w mojej głowie od razu oprzytomniałam. Nagle wszystko się ułożyło. Każdy element układanki, nawet ten najmniejszy. Każdy. Przyszłam tu, aby uratować moją mamę, ale jej tu nie było. A potem pojawił się Edward i James mnie ugryzł i jego jad teraz krążył po moim ciele jak duch, demon śmierci, trapiący mnie z każdą sekundą mocniej.
- Edward! Palę się!- zawyłam. Dlaczego nic nie robili? Przecież coś powinni. Carlisle musiał wiedzieć co robić. Tak sobie rozmyślałam, cały ten czas rzucając się po podłodze. Zapadałam w odrętwienie.Na powrót wróciły moje marzenia o śmierci. Taki nieubłagany stan dla każdego przychodził w swoim czasie. A w moim przypadku to już był ten czas. Za chwilę śmierć przyjdzie, odciągając na zawsze od wszystkiego. Tak, teraz tego najbardziej pragnęłam. 
Na powrót otrzeźwiałam i wydało mi się, że wszystko słyszę. Po chwili zrozumiałam, że słyszę tylko lakoniczne sylaby wypowiadane przez obecnych na sali. Na swojej głowie poczułam palce Edwarda, Carlisle grzebał w moim udzie, a Alice klęczała przy nas, trzymając mnie za rękę. Nagle ból wzmógł się z niebywałą siłą. Zaczął mną szamotać na lewo i prawo. Czegoś takiego jeszcze nie doświadczyłam. To było coś o niebo gorszego od łamania nogi, ręki czy nadgarstka, choćby i dziesięć razy. Zaczęłam się trząść i jęczeć głośno. Chyba to zauważyli, bo palce Edwarda zacisnęły się mocniej na mojej czaszce. 
- Bella, jeszcze tylko chwilę. Zaraz cię uratuję. Zaufaj. - jego głos był opanowany, jak zawsze. Ale aż zdziwienie brało, że nawet w takiej sytuacji potrafił się tak opanowywać. Nie wiedziałam czy tak to mówi, żeby mnie uspokoić, że to minie, czy naprawdę tak się miało stać, ale uwierzyłam mu z niewyobrażalną siłą. Poczułam, że podnosi moją kruchą rękę do góry i zaraz po tym poczułam w miejscu ugryzienia jego wargi. więc naprawdę mi teraz pomagał. Oh! Jak bardo mnie to ucieszyło. Narescie ktoś wyciągnął do mnie przyjazną dłoń. Nareszcie ktoś zrozumiał moje cierpienie i postanowił mi pomóc. O dziwo ból przybrał na sile. Zdumiona przeniosłam, wzrok na Edwarda. Ale tego nie zrobiłam. Uświadomiłam sobie, że cały czas miałam zamknięte oczy. Podniesie powiek, choćby na milimetry stanowiło przeszkodę nie do przejścia. Zdałam się na moje inne zmysły, a mianowicie na dotyk i ból, jeśli to drugie można było nazwać zmysłem. Poczułam zaraz zimno... przyjemny chłodzik, a za chwilę ręka zrobiła się lodowata. Ale to było o wiele, wiele lepsze od tego okropnego gorąca. Dłonie na moim nadgarstku zaczęły się zaciskać i po chwili znów się rozluźniały. Uścisk jednak wzmocnił się i takim pozostał, kiedy zmęczona nareszcie zasnęłam. 

1 komentarz:

  1. bardzo fajne opowiadanie . moim zdaniem naprawdę dobrze ci idzie pisanie , potrafisz tak dobrze wczuć się w postać :D . pisz dalej !

    OdpowiedzUsuń