- O nie! – jęknęłam, kiedy spojrzałam na swoją napisaną
klasówkę. – Kolejna dwója?
Nie wierzyłam własnych oczom. Przecież tyle się do cholery
uczyłam! Co się działo, że w ostatnich tygodniach nałapałam takie okropne
oceny?! Zerknęłam w bok. Na teście Jake’a była napisana satysfakcjonująca
czwórka z plusem. Zakuwaliśmy razem do tej chemii. Wzory, przemiany i
obserwacje z doświadczeń. Dlaczego miał lepsze oceny? Z wszystkich przedmiotów.
Niedawno język polski – ja ledwo co mierną trójczynę a Jake jako jedyny w
klasie otrzymał piątkę. Fizyka, biologia, fizyka – w mojej rubryce widniały 2,3
rzadko może 4. Nie wiedziałam już jak się uczyć, żeby zdać. Z zastanowienia
wyrwał mnie Jacob.
- Spokojnie, poprawisz tą ocenę. Zapytam się
nauczycielki.
Spojrzałam na niego. Nie ukrywał swojej radości i dumy.
Uśmiechał się szeroko. Nie miałam mu za złe, że dobrze się uczy, ale mógłby się
trochę pohamować. Drrr… Dzwonek na przerwę. Wstałam i zebrałam z ławki książki.
Zarzuciłam na ramię plecak i wyszłam z klasy nie mówiąc nawet ,,do widzenia’’.
Miałam dostać uwagę, naganę? Było mi to wszystko jedno. Zupełnie obojętne.
Ze złością zerwałam kurtkę z wieszaka w szatni i ruszyłam do
domu, nawet nie zmieniając butów. Jake dogonił mnie kiedy szłam ulicą. Może wcześniej. Nie zwróciłam na to
uwagi. W milczeniu dotarliśmy do domu i zabrałam się do obiadu.
Godzinę potem siedzieliśmy już nad lekcjami. Odrobiliśmy
matematykę i geografie, po czym dotarliśmy do chemii. Zmarkotniałam. Nie miałam
ochoty znów powtarzać dawno przerobionego materiału, żeby napisać poprawę. Za
to Jacob zaczął z entuzjazmem wyliczać działy podręcznika do wykucia.
Wyłapywałam pojedyncze zdania.
- … potem budowa
atomów … na krystalizację potrzebne są dwa dni co najmniej … na koniec reakcje
chemiczne. Co się tyczy poprawy to będziesz ją miała …
Nie pozwoliłam mu już skończyć.
- Nie, Jake. Mam tego dosyć!- powiedziałam na tyle głośno,
że spojrzał na mnie zdziwiony. – Nie chcę żadnej poprawy. Uczę się, zarywam
noce, kuję wszytko co się da a na sprawdzianie i tak są słabe oceny. Nigdy nie byłeś orłem, a teraz możesz
konkurować z nauczycielem. Wychodzę. Potrzebuję trochę czasu. Cześć.
Zabrałam bluzę i zeszłam na dół. Nie chciałam już się uczyć.
Przynajmniej nie teraz. Nie na kolejny głupi test. I tak to nic by nie dało.
Właśnie otwierałam drzwi. Sądziłam, że Jacob zdąży już mnie dogonić, ale nic
takiego się nie wydarzyło. Poczułam dziwne rozczarowanie. Sądziłam, że spróbuje
chociaż zatrzymać, powstrzymać. Nic z tych rzeczy. Trudno, pomyślałam i z
hukiem zamknęłam drzwi. Na zewnątrz nieprzyjemnie wiało. Ale byle wiatr nie był
w stanie sprawić, żebym znów wróciła do domu. Zamaszystym krokiem ruszyłam
przed siebie.
Uhh. Znowu przepraszam, że tak długo nie pisałam. ;/ Lekcje, lekcje, lekcje. W sumie to tylko tym teraz żyję. Ale tu zawsze znajduję pocieszenie - Wasze komentarze. Dzięki! ;**